poniedziałek, 1 czerwca 2015

Isakowitz cz. 6 - książka "Skarb pana Isakowitza"




Moi Drodzy, historia Hermanna Isakowitza, dawnego mieszkańca Kwidzyna,  ponownie powraca...





 
 
 
 
 
 
 
Danny Wattin
Skarb pana Isakowitza
Przekład: Ewelina Kmieciak
Wydawnictwo W.A.B.
Seria: Don Kichot i Sancho Pansa
Premiera: 3 czerwca 2015
Liczba stron: 256

 

 


 
 
 

Oprawa: twarda
"Trzech mężczyzn w jednym samochodzie i wspólna podróż do korzeni z nadzieją na odzyskanie rodzinnej schedy. Podróż do Polski w poszukiwaniu ukrytego przed wojną skarbu, która odmieniła ich życie….
Ta książka łączy elementy powieści i reportażu, a jej bohaterem jest sam autor – znany szwedzki pisarz – rekonstruujący nieprawdopodobne losy swojej żydowskiej rodziny. Tytułowy pan Isakowitz to jego pradziadek Hermann. Co zakopał na terenie swej posiadłości uciekając przed nazistami z Marienwerder w Prusach Wschodnich, czyli z dzisiejszego Kwidzyna? W 2012 roku Danny Wattin z ojcem i dziewięcioletnim synem wybrali się do Polski, by odnaleźć ów skarb… Pełną specyficznego humoru, a zarazem ciepłą relację z tej wyprawy wypełniają zaskakujące rozmowy przedstawicieli trzech generacji Wattinów, składając się na osobliwy obraz naszego kraju widzianego okiem Szweda – drogi wybudowane na Euro są wspaniałe, ale kusze sprzedawane dzieciom pod zamkiem w Malborku uchodziłyby w Szwecji za śmiercionośne zabawki i byłyby zakazane, a wymarzone polskie pierogi okazują się klejowatymi bombami tłuszczowymi…
 
To tylko jeden wątek książki. Drugi to pełna nieoczekiwanych zdarzeń saga rodzinna, przywodząca na myśl trudne do uwierzenia, a przecież prawdziwe historie, opisywane przez Hannę Krall. W jaki sposób niemiecko-polska rodzina Danny’ego – najgorszy koszmar Hitlera, bo obcy element, który wkradł się i zapuścił korzenie – znalazła się w Argentynie i RPA, a przede wszystkim w Szwecji (gdzie syn Hermanna, Erwin, zmienił nazwisko z Isakowitz na Wattin)? Dlaczego przez lata nikt w rodzinie Wattinów nie chciał opowiadać o przeszłości? Pisarz nagrywał rozmowy m.in. z ciotką Ruth i babką Helgą, gdy były już w sędziwym wieku, w ostatnim momencie rekonstruując losy krewnych, z których niemal każdy miał inny pomysł na ratunek przed nazistami. Ci, którym ucieczka do Szwecji się udała, przechodzili gehennę (Tak bardzo byliśmy niechciani, że nawet my sami siebie nie chcieliśmy), choć oczywiście nieporównywalną z gehenną obozową, bo przeżyli. Kiedy ojczyźnie autora dostaje się za to, że Szwecja Żydów nie chciała i sekowała, i za handel z Niemcami, i za jej neutralność, wtedy ciotka Ruth przypomina mu, że gdyby i tam wybuchła wojna, Danny pewnie by się nie urodził, bo nic nigdy nie jest tak jednoznaczne, jak się wydaje.

 
To nie jedyna konkluzja tej lekko napisanej książki o nielekkich sprawach. Trudno docenić, co się ma, gdy nie ma się z czym tego porównać – podsumowuje Wattin, który w podróży do Polski uświadamia sobie jak cenne są chwile, spędzone razem z ojcem i synem, mimo że różnią się niemal w każdej kwestii i nieustannie działają sobie na nerwy.
 
Danny Wattin (ur. w 1973 r.) – szwedzki pisarz pochodzenia żydowskiego, obecnie obywatel Australii. W Szwecji cieszy się opinią jednego z najbardziej wyrazistych pisarzy, o własnym, natychmiast rozpoznawalnym stylu. Popularność przyniosła mu już pierwsza książka, opublikowane w 2005 roku „Opowiadania sztokholmskie”. Następnie wydał dwie powieści „Vi ses i öknen” i dystopię „Ursäkta, men din själ dog nyss”. Zajmuje się również dziennikarstwem i twórczością dla dzieci. „Skarb pana Isakowitza” to jego najbardziej osobista książka, powstała na bazie własnych doświadczeń i podróży odbytej wraz z rodziną do Polski, kraju pochodzenia pisarza.

 
Danny Wattin będzie gościem Big Book Festival w sobotę 13
czerwca 2015 r."

 
 
P.S.
O autorze i jego przodkach pisałem w poprzednich częściach:

Isakowitz cz.1
Isakowitz cz.2 - Danny Wattin
Isakowitz cz.3
Isakowitz cz.4
Isakowitz cz.5 - książka "Herr Isakowitz skatt" z Kwidzynem w tle
 


 

 
 

1 komentarz:

  1. Przypomniała mi się historia mojego znajomego, co ma ponad 65 lat, pana Mariana B. Mianowicie taka, że jako młody dzieciak z kolegami znaleźli w parku jakieś pudełeczko czy mały garnuszek ze starymi monetami. Jacyś starsi chłopacy zobaczyli i ukradli to im i uciekli z tym. To było za czasów gdy na słowiańskiej były gruzy po starym budynku, gdzie znaleziono pod schodami pistolet. :) Kwidzyn ma niezwykłe opowieści, a niestety żadna z nich nie jest spisana, a szkoda. :)

    OdpowiedzUsuń