sobota, 7 września 2013

Przedsiębiorstwo energetyczne Überlandwerk - Operacja Tablica cz.1




     Kilka tygodni temu byliśmy świadkami rozbiórki ruin dawnej elektrowni parowej przy ul. Wiślanej 7. Elektrownia została wybudowana na początku lat 20-tych XX wieku i wchodziła w skład przedsiębiorstwa energetycznego "Westpreussische Ueberlandwerk Gmbh Marienwerder".




Tak wyglądała elektrownia w czasach swojej świetności


   źródło: "Bildband Stadt und Kreis Marienwerder Wpr."




                     źródło: "Bildband Stadt und Kreis Marienwerder Wpr."




Jej kres przypadł na przełom lat 50-tych i 60-tych. W budynku i jego najbliższym otoczeniu powstał skup złomu, a z czasem hurtownia materiałów budowlanych i warsztaty.





Na tle innych budynków wielkość elektrowni 
była imponująca

                     źródło: Stadtarchiv Celle




Ostatnie "dni" budynku po dawnej elektrowni

                     źródło: Forum e-Kwidzyn, Kwidzynopedia



 W latach 90-tych wybuchł  pożar, na skutek którego "elektrownia" uległa poważnemu uszkodzeniu. Około 70 % dawnej kubatury zostało rozebrane.




 Jakże cenną fotografię spalonego kompleksu
 wykonał Pan Michał M. Kamiński. 
Dzięki Jego uprzejmości
mogę ją zaprezentować
   źródło: autor Michał M. Kamiński



Do obecnych czasów przetrwała namiastka tego co było przed pożarem. Nie zabezpieczona ruina ulegała ciągłej dewastacji, wielokrotnie odwiedzana przez degustatorów tanich trunków i poszukiwaczy złomu. Stanowiła niebezpieczeństwo w szczególności dla przechodniów oraz bawiących się w pobliżu dzieci. 

Obiekt niestety nie był wpisany do rejestru oraz do gminnej ewidencji zabytków. Nie podlegał zatem pełnej ochronie prawnej. Groziła mu katastrofa budowlana.



  Wróćmy do istoty sprawy, czyli do rozbiórki ruiny. To, że budynek zostanie rozebrany wiedziałem już kilka miesięcy temu, ale nie znałem dokładnego terminu prac. I gdyby nie moi przyjaciele, którym los zabytków nie jest obcy - to przegapiłbym przebieg robót rozbiórkowych. Tymi przyjaciółmi są Michał Drożdż i Marcin Lewandowski, którzy to poinformowali mnie o tym co się dzieje na Wiślanej. Błyskawicznie udaliśmy się razem na miejsce i nie zastanawiając się postanowiliśmy uratować przed zniszczeniem kilka artefaktów upamiętniających dawną elektrownię. Po uzyskaniu zgody właścicieli "...chłopaki ratujcie co się da, świetna inicjatywa...", zabraliśmy się do pracy. 

A oto krótka fotorelacja z całej naszej operacji.



Ruiny dawnej elektrowni krótko przed rozbiórką

                              









Prace rozpoczęły się od zabezpieczenia terenu












Najwięcej trudności w burzeniu sprawiała zbrojona rampa, 
którą widać po prawej stronie kadru









Zajrzyjmy jeszcze do środka





















Płyta z piaskowca przytwierdzona do fasady budynku,
niegdyś posiadała inskrypcje, która umyślnie została zniszczona.
Następnie umieszczono na płycie szyld, o czym świadczą otwory.
Jednomyślnie postanowiliśmy ją ocalić





Ściągnięcie około stu kilogramowej płyty z wysokości kilku metrów wymagało odpowiedniego sprzętu, który trzeba było natychmiast zorganizować. Czas działał na Naszą niekorzyść.



Michał podczas wstępnych oględzin
głębokości osadzenia tablicy w ścianie







                           











Naszym poczynaniom przyglądało się wielu przechodniów.
Jednym z nich był Pan Grzegorz Górski.
 Jak Nam powiedział, że razem ze swoim ojcem i bratem uruchamiali tą elektrownię w 1945 roku 
(jak już sowieci zajęli miasto) to z wrażenia
 o mały włos nie spadliśmy z rusztowania :)







Pamiątkowe zdjęcie z Panem Górskim 
na krótko przed rozbiórką








Wróćmy do Naszej tablicy

Tuż po wykuciu cegieł i demontażu dwóch górnych kotew











Jesteśmy już gotowi do "oderwania" płyty od ściany.
Opony zimowe z samochodu mojej mamy były niezwykle
przydatne podczas końcowej fazy operacji :)







Chwila strachu...

"Udało się, jest Nasza !!!... :)"
dokładnie tak zaakcentował to Michał. 






Mieliśmy małą nadzieję, że za płytą w ścianie
będzie zamurowana tuba z aktem erekcyjnym.
Niestety tak nie było






Pamiątkowa fotka.
od lewej: Marcin, Łukasz i Michał





Michał i Marcin to wspaniali "towarzysze broni", bardzo pozytywnie zakręceni na punkcie historii. Znamy się od przedszkola, a historią i "zbieractwem" zajmujemy się od wczesnej podstawówki. Gdyby nie znajomość z nimi, a w szczególności z Michałem, to kto wie jak potoczyłyby się moje losy jako kolekcjonera i poszukiwacza lokalnej historii. Na pewno jeszcze nie raz pojawią się w moich relacjach (wraz z innymi "towarzyszami broni", których jeszcze nie mieliście okazji poznać). Dzięki chłopaki !!!





Cała akcja demontażu tablicy o mały włos zakończyłaby się niepowodzeniem. Gdy znosiliśmy tablicę z rusztowania... nagle ostatnie przęsła nam się "rozjechały" i gdyby nie szybka reakcja Marcina, tablica spadła by na ziemię. Marcin dość długo odczuwał tego skutki - stłuczona kostka w nodze. To się nazywa poświęcenie dla sprawy :)




Płyta jest już bezpieczna. 
Posiada kilka drobnych pęknięć oraz niewielką warstwę patyny.
Na fotce widzimy też szyld z numerem i ulicą, który zdemontowaliśmy ze ściany.

                             




Co z nią zrobimy? 
Tego jeszcze nie wiemy. Gdyby udało się ustalić jakie były na niej napisy to można by się pokusić o ich odtworzenie i odrestaurownie całości. Uważamy, że jej docelowe miejsce powinno być w muzeum (przy ekspozycji dotyczącej historii miasta) lub np. na holu miejscowego zakładu energetycznego z odpowiednim opisem historycznym.





Cała operacja zakończyłaby się pełnym sukcesem gdyby nie...

Na budynku dawnej elektrowni znajdowała się jeszcze jedna ciekawa - pamiątka z czasów jej świetności. Mianowicie była to lampa z mechanizmem (kołowrotkiem) umożliwiającym opuszczanie jej w celu wymiany żarówki. Lampa znajdowała się wysoko na narożniku tuż przy poddaszu. 
Mieliśmy ją zdemontować rankiem następnego dnia. 
Niestety "ktoś" nas ubiegł...







Nazajutrz lampy już nie było jak z resztą całej 
pozostałości po elektrowni
















Bardzo przykry widok.
Gdyby nie pożar w latach 90 - tych
to z pewnością nadal podziwialibyśmy budowlę dawnej elektrowni 





- Wspomnienia Pana Grzegorza Górskiego.
- Historia powstania oraz działalność przedsiębiorstwa      energetycznego.
- Lokalizacje wszystkich placówek.
- Pamiątki związane z zakładem.
- Firmy współpracujące z przedsiębiorstwem.
- I inne ciekawostki związane z tematem.

Wszystkie powyższe tematy będę opisywał niebawem. 

Do zobaczenia w przeszłości.


P.S. 
Chciałbym bardzo podziękować Monice Czubińskiej i Beacie Stosik-Szmaglińskiej - właścicielkom nieruchomości za umożliwienie przeprowadzenia całej operacji.


c.d.n.


3 komentarze:

  1. Ciekawe informacje. Pozdrawiamy miłośników historii!.

    OdpowiedzUsuń
  2. Martin, zapoznaj się z treścią i wymową napisu, jaki był na tej tablicy:
    https://lh3.googleusercontent.com/--sqLvYOBLI4/UjLccJPkZQI/AAAAAAAAMX0/zF94nFJS9v4/s800/Wpr.jpg?gl=PL

    Można rozumieć niemieckie poczucie "krzywd" jakie zafundował im Traktat Wersalski, ale wątpię żeby któraś z polskich instytucji przyczyni się do ich propagowania. Z pewnością są tu możliwości dla inicjatywy i sponsoringu prywatnego.
    Sam się zastanawiam, czy wśród kwidzyńskich amatorów historii nie występuje zachwiana proporcja wrażliwości na "relikwie" przeszłości pozostałe po niemieckich i polskich mieszkańcach Kwidzyna.
    (Jerzy K.)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam Panie Jerzy

    Treść napisu z tablicy jest już nam znana :)

    Myśląc w taki sposób to powinniśmy zapomnieć o przegranym plebiscycie z 1920 roku. Przecież wygrali go Niemcy z miażdżącą przewagą głosów, a mimo to w okrągłe rocznice świętujemy to wydarzenie. Inne przykłady: zamki krzyżackie, fortyfikacje, koszary i wiele innych pozostałości związanych z obecnością na tych ziemiach odwiecznego polskiego wroga - Niemcami. Mamy to wszystko zniszczyć? Zatrzeć wszystkie ślady Germanizmu? Wiem, że relacje z Naszymi zachodnimi sąsiadami nigdy łatwe nie były. Polska i Niemcy powinny patrzeć na wspólną przyszłość i jednocześnie próbować bardziej zrozumieć wzajemnie swoją przeszłość.

    Historia Naszej małej ojczyzny nie jest łatwa…

    Osobiście uważam, że jest to tylko eksponat związany historycznie z Naszym miastem. Jestem przekonany, że instytucje polskie (oczywiście nie wszystkie)nie powinny mieć nic przeciwko temu aby ową tablicę prezentować (nawet z odtworzonym napisem). Jeśli nie to trudno, zawsze można ją obejrzeć w moim wirtualny muzeum.

    OdpowiedzUsuń